niedziela, 5 marca 2017

Krowodrza, ach Krowodrza...

Właściwie to nie o nią mi chodziło. Kątem oka widziałam, że kręci się w tle, ale moją uwagę przyciągnęła bardziej studnia do czerpania wody niezdatnej do picia: na tonących w betonie nowoczesnych osiedlach ciężko o takie smaczki dawnej zwyczajności. I chyba właśnie to, że śmiałam nie zwrócić na nią uwagi uruchomiło litanie wyzwisk. "Ty faszystowska szmato! Złodziejska kurwo!" - krzyczała idąc w moją stronę. 
Omiotłam wzrokiem ulicę: nikogo prócz mnie i pyskującej jędzy nie było. Z rozbawieniem stwierdziłam, że to chyba było skierowane do mnie. Stara podeszła do kałuży przy studni i zaczęła moczyć chleb jednocześnie okraszając mnie coraz bardziej karkołomnymi epitetami. "Szpiegujesz za pieniądze! Żeby wszystko mogli ukraść! Suko ty!" Chciałam zobaczyć, kto mnie tak wyzywa, ale gdy tylko odwróciłam głowę w jej kierunku jędza zasłoniła twarz czapką. Żeby obrażać kogoś z otwartą przyłbicą trzeba być nie tylko szalonym, ale i odważnym. 
Trochę zrobiło mi się jej żal, więc postanowiłam odejść bez słowa. Widząc to stara zaczęła drzeć się na całą ulicę. Niech chociaż poczuje się zwyciężczynią w swoim psychotycznym majaku. "Ale dlaczego posądza mnie o szpiegostwo? - myślałam idąc w stronę Placu Inwalidów. "Aaa, no tak! Bo na szyi mam aparat!"



2 komentarze: