niedziela, 17 września 2017

Zwierzę

Ryga, lipiec 2016. Lało jak z cebra. Zupełnie tak jak dziś w Krakowie. I ten mural, tak bez znieczulenia kopiący w podstawy świętego spokoju...




Niektórzy gardzą ucieczką. Twierdzą, że trzeba walczyć, bo tylko w ten sposób da się coś zmienić. Tylko czy na spalonej ziemi warto sadzić kwiaty?
Składając w lutym wypowiedzenie po ponad pięciu latach pracy nie miałam żadnej gwarancji, że wszystko się ułoży. Ogromna ulga wynikająca z podjętej decyzji mieszała się z równie wielkim lękiem o to, co będzie potem - gdy skończy się wydreptana latami ścieżka. Czasem jednak warto nie posłuchać dobrych rad. Instynkt bywa mądrzejszy od rozumu.

niedziela, 10 września 2017

Interstellar

Już tu kiedyś byłam. I nie chodzi tylko o sklepik na Karmelickiej, w którym kupiłam buty. Czas i przestrzeń się zakrzywiły, znowu zaczynam. Ale czy nadal w tym samym Wszechświecie?

2 - 0 - 0


piątek, 26 maja 2017

Duchologia

Osiemdziesiąty któryś. Przed domem. Tuje jeszcze nie bardzo wyrosły, a po drugiej stronie ulicy widać zaledwie kilka zaparkowanych aut. Dzisiaj takie pustki byłyby niemożliwe, w końcu prawie wszyscy mają samochody.
Ciężko określić, czy wyciągała czy też wkładała mnie do stojącego obok wózka. Obie w modnych pasiakach, w promieniach letniego słońca.




Nie wiem, dlaczego wybrałam akurat to zdjęcie. Może dlatego, że jest bezpiecznie? Ona mnie trzyma, a ja mogę beztrosko obserwować otoczenie. Bez obaw, że mi się coś stanie, bo Ona na to nie pozwoli.
Zawsze się bałam, że odejdzie za wcześnie. Od kilku dni ciśnie mnie w gardle. Gorszego Dnia Matki wymarzyć sobie po prostu nie mogłam.

poniedziałek, 22 maja 2017

Beksa

"Czego chciałaś mamo, tego już nie zmienisz,
Wszystko się już stało"


Artur Rojek, Beksa, "Składam się z ciągłych powtórzeń", 2014

poniedziałek, 8 maja 2017

Children and Art

"Tylko nie rób mi zdjęć!" Było w tym tyle kategorycznej odmowy, ile świadomości, że i tak Cię nie posłucham. Że przyczaję się i strzelę "z partyzanta", albo zupełnie otwarcie, bez znieczulenia. I jak już cyknę, to mimo zapewnień nic nie skasuję. A Ty? Prędzej czy później zaczniesz się śmiać. Gra. Wszystko to była gra...
 
Te są ostatnie. Z matrycy, bo w głowie są jeszcze inne obrazy. Już więcej Ci zdjęć nie zrobię. Odeszłaś. A ja nie mogę się z tym pogodzić.


 

poniedziałek, 20 marca 2017

niedziela, 5 marca 2017

Krowodrza, ach Krowodrza...

Właściwie to nie o nią mi chodziło. Kątem oka widziałam, że kręci się w tle, ale moją uwagę przyciągnęła bardziej studnia do czerpania wody niezdatnej do picia: na tonących w betonie nowoczesnych osiedlach ciężko o takie smaczki dawnej zwyczajności. I chyba właśnie to, że śmiałam nie zwrócić na nią uwagi uruchomiło litanie wyzwisk. "Ty faszystowska szmato! Złodziejska kurwo!" - krzyczała idąc w moją stronę. 
Omiotłam wzrokiem ulicę: nikogo prócz mnie i pyskującej jędzy nie było. Z rozbawieniem stwierdziłam, że to chyba było skierowane do mnie. Stara podeszła do kałuży przy studni i zaczęła moczyć chleb jednocześnie okraszając mnie coraz bardziej karkołomnymi epitetami. "Szpiegujesz za pieniądze! Żeby wszystko mogli ukraść! Suko ty!" Chciałam zobaczyć, kto mnie tak wyzywa, ale gdy tylko odwróciłam głowę w jej kierunku jędza zasłoniła twarz czapką. Żeby obrażać kogoś z otwartą przyłbicą trzeba być nie tylko szalonym, ale i odważnym. 
Trochę zrobiło mi się jej żal, więc postanowiłam odejść bez słowa. Widząc to stara zaczęła drzeć się na całą ulicę. Niech chociaż poczuje się zwyciężczynią w swoim psychotycznym majaku. "Ale dlaczego posądza mnie o szpiegostwo? - myślałam idąc w stronę Placu Inwalidów. "Aaa, no tak! Bo na szyi mam aparat!"



czwartek, 2 marca 2017

On lollipops and crisps

Lęk, który towarzyszy mi od zawsze, nagle uzyskał określony kształt. Może to frazes, ale życie w zgodzie z samym sobą nie jest takie proste jak wybór napoju w puszce. Niemniej, chyba jednak warto się wysilić - wewnętrzne poczucie słuszności obranej drogi uspokaja niczym głaskanie ciepłego wiosennego wiatru.

2 - 1 - 0

niedziela, 2 października 2016

Tempted

Po dziewięciu miesiącach kopania się z koniem wracam na leki. Jeszcze nie wiem, na jakie dokładnie - dowiem się za kilka dni od nowego psychiatry. Najwyraźniej przeżywanie życia "na trzeźwo" nie jest mi pisane. 

sobota, 14 maja 2016

Ready for the funeral

Po tym, jak wszystko siarczyście pieprznęło, pojawiło się światełko w tunelu. A właściwie w tubusie obiektywu. Pod pozorem nauki fotografii zaczęłam znowu widywać się z ojcem. To zdjęcie zrobił mi podczas pierwszej lekcji. Wczesne lato 2006 roku. W rękach Zenit 12xp z Heliosem 58 mm f/2,0. Przymierzam się, by sfotografować Plac Farny w Rzeszowie. 
Kto by pomyślał, że to wszystko tak się skończy? Stojąc z głupią, dość typową dla siebie miną nie miałam pojęcia, że parę lat później fotografia przestanie być tylko i wyłącznie narzędziem służebnym do utrwalania [jakże kocham to określenie] obiektów badanych w pracy magisterskiej. Przestanie bezpowrotnie - podobnie jak rozmiar spodni, który wtedy nosiłam. Przy czym nad utratą pierwszego aż tak bardzo nie boleję. Ale te spodnie...



piątek, 6 maja 2016

Była sobie żabka mała...

Czyli sezon wysypu wiosennego kiczu uważam za otwarty. Na Biprostalu w wersji komunijnej...



... a na Prądniku - majówkowej. Taa, koteczek będzie miał świetną zabawę w ognistym tunelu.



Czy to przypadek, że w pobliskich Zielonkach jest ulica Grillowa?

poniedziałek, 2 maja 2016

Ten Years After

Wtedy wszystko wyglądało inaczej: była noc, jechałam karetką i to nie koniecznie powodowana jakimś świadomym wyborem. Tym razem dotarłam do Kobierzyna po południu, po ponad godzinie spędzonej w dwóch autobusach i tramwaju, by z własnej, nieprzymuszonej woli zmierzyć się ze swoim wstydliwym demonem z przeszłości. 
To chyba jak z rakiem. Chemia albo naświetlania zabijają złośliwą tkankę, ale względna pewność, że "złe" znów nie zaatakuje przychodzi dopiero po kilku latach ciągłego monitorowania organizmu. Mnie nabywanie przekonania, że jest już po wszystkim, zajęło równą dekadę. Długo? Krótko? Nie wiem. Bo czy walkę z lękiem można w ogóle opisywać w takich kategoriach?

Wracając minęłam po drodze oddział 7A. Sikający pod drzewem pacjent zapytał mnie z rozbawieniem, czy dobrze mi w tym szpitalu. Odpowiedziałam, że nie jestem pacjentem. "To kim jesteś?" - zapytał zdziwiony. Odpowiedziałam: "Nie wiem. Ale mogę stąd wyjść i już nie wracać."







niedziela, 17 kwietnia 2016

Careful Where You Stand

Budapeszt. Ona zobaczyła go pierwszy raz - tak na świeżo. Ja byłam tam dokładnie dziesięć lat temu - czyli wtedy, gdy wszystko sypało się w moim życiu bezpowrotnie. 
Może to lepiej, że z tamtej wycieczki nie przywiozłam żadnych zdjęć - dzięki temu żadne przykre kalki nie zdominowały pamięci i mogłam ponownie otworzyć się na to miasto. Senność i depresyjność węgierskiej stolicy wydały mi się jednak znajome.


Tabula rasa, czyli początki na stacji Kelenföld vasútállomás




Wielka Hala Targowa budzi się do życia...



... podobnie jak mieszkańcy miasta.




Turyści w bojowym szyku



Miejscowe rękodzieło ;-)



Senna atmosfera Wzgórza Zamkowego






Pocztówkowy widok na Peszt



Na Placu Bohaterów...



... kwitnie miłość...



... choć rumaki ciągnące rydwan Wojny ciągle wzburzone i drżące.



Synagoga Rumbach. Otto Wagner przewraca się w grobie.



Przejażdżka nocnym tramwajem wzdłuż Dunaju



Parlament nocą - przy nim budynki na Wiejskiej wyglądają jak wielki kurnik [nazwa ulicy zobowiązuje. ;-)]



Szent Gellért tér, najgłębsza stacja czwartej linii budapesztańskiego metra. Cała w mozaice. :-)




A gdzie następnym razem?



Zamknięte. Czas wracać do domu.