piątek, 26 maja 2017

Duchologia

Osiemdziesiąty któryś. Przed domem. Tuje jeszcze nie bardzo wyrosły, a po drugiej stronie ulicy widać zaledwie kilka zaparkowanych aut. Dzisiaj takie pustki byłyby niemożliwe, w końcu prawie wszyscy mają samochody.
Ciężko określić, czy wyciągała czy też wkładała mnie do stojącego obok wózka. Obie w modnych pasiakach, w promieniach letniego słońca.




Nie wiem, dlaczego wybrałam akurat to zdjęcie. Może dlatego, że jest bezpiecznie? Ona mnie trzyma, a ja mogę beztrosko obserwować otoczenie. Bez obaw, że mi się coś stanie, bo Ona na to nie pozwoli.
Zawsze się bałam, że odejdzie za wcześnie. Od kilku dni ciśnie mnie w gardle. Gorszego Dnia Matki wymarzyć sobie po prostu nie mogłam.