Zooropa

Lubię odwiedzać miasta, które przeżyły jakąś historyczną traumę. Na pozór jest z nimi wszystko w porządku, ale jeżeli dłużej się im przyjrzeć, to wyczuwa się w nich jakieś wewnętrzne pęknięcie. I tak też było z Berlinem. Stolica dużego państwa, europejska metropolia, centrum przemysłowe i technologiczne, tygiel kulturalny i narodowościowy - każde z tych określeń pasuje doń idealnie. Ale gdzieś w całym tym miksie kryje się obolała dusza miejsca, doświadczonego przez wojnę i komunistyczny podział.

Meine Damen und Herren! Zapraszam na krótki spacer po Berlinie. Zdjęć wrzucam niewiele, bo tempo zwiedzania było tak szybkie, że nie zawsze był czas, by naciskać migawkę. Na początek foty z kompaktu - lustrzankowe czekają na wywołanie i jeżeli przetrwały kontrolę ochrony w Reichstagu [a raczej należący do nie aparat rentgenowski], to niebawem je tu wrzucę. Komentarze i pytania mile widziane. :-)


Reichstag. Tutaj przypomniałam sobie, że w kieszeni mam jeszcze aparat kompaktowy. ;-))) Zanim tutaj dotarłyśmy, przemaszerowałyśmy dumnie przez Postdamer Platz oraz obejrzałyśmy Pomnik Ofiar Holocaustu.



Żywe "rzeźby" przed Reichstagiem. Za jedno Euro bardzo wdzięcznie się kłaniały.



Kopuła Reichstagu, z której rozciągał się niesamowity widok na całe miasto.






Pojednianie JUDEjkowsko-niemieckie.



Kwadryga wieńcząca Bramę Brandenburską.



Gdzie my jesteśmy? Tutaj?



Sony Center...



... i żyrafa zbudowana z klocków Lego...



Hmmm...?



Hmmm...??



Toż to Henry Moore, jeden z moich najukochańszych rzeźbiarzy. Jego praca zdobi dziedziniec przed Neue Nationalgalerie, w tle Kościół św. Mateusza oraz Kulturforum.



W galerii znajdują się m.in. prace Picassa, Wolsa, Warhola, Ivesa Kliena, Francisa Bacona czy On Kawary, a także rzeźby przeniesione z Friedrichswerdersche Kirche autorstwa m. in. Johanna Gottfrieda Schadowa i Daniela Raucha. Naprawdę jest co oglądać.



Friedrichstraße - w tle wejście i stacja metra. 


Dziewięć linii metra umożliwiło nam bardzo sprawne poruszanie się po mieście. I nie tylko nam, bo berlińczycy chętnie korzystają z tego środka lokomocji. Chyba właśnie dlatego w stolicy Niemiec ulice nie są tak zakorkowane jak w Polsce.



Muzeum Historii Naturalnej i malachitowy... twór... ;-)



... i szkielety jurajskich władców...



"Walking in your footsteps"...



W drodze do Muzeum Botanicznego mijałyśmy takie oto skromne chałupki, w których mieściły się np. gabinety chirurgii plastycznej oraz ambasady.



Muzeum Botaniczne. Kto był z nami w Gdańsku lub chociaż słyszał serię anegdot z tej wyprawy, ten wie o co chodzi. ;-)



Wyspa Muzeów...



... w tle kopuła Katedry Berlińskiej.




Na Wyspie Muzeów zwiedziłyśmy jedynie Muzeum Pergamońskie. Niestety - miałyśmy tylko dwa dni, więc trzeba było wybierać. W Pergamon Museum jest eksponowany przede wszystkim monumentalny ołtarz Zeusa z Pergamonu z II wieku p.n.e. Oto Moja Przyciężkawość na stopniach tego marmurowego ustrojstwa.



Z nagim torsem Zeusa Pergamońskiego każdy chce mieć zdjęcie.



Ołtarz w szczególe...



... i w ogóle.



Zakochałam się w tych mozaikach.







Prócz zabytków ze starożytnej Grecji, były też antyki rzymskie, babilońskie - jak choćby Brama Isztar.




Ta starosyryjska miska jest pewnie warta więcej niż cały nasz sklep z przyległościami.



Dział sztuki arabskiej.





A tu już Berlinische Galerie i praca Ulricha Baehra pt. "Kinderfreud" z 1976 - dość czytelna aluzja do licznych zdjęć Hitlera z dziećmi. 
W zbirach galerii znajdują się także dzieła dadaistów, rosyjskich konstruktywistów oraz twórców z kręgu Neue Sachlichkeit.



Hallesches Tor, stacja linii U1...




... którą dotarłyśmy na Warschauer Straße...





A stąd już tylko krok do...



... East Side Gallery, czyli wschodniej części Muru Berlińskiego.





Dwa dni intensywnego zwiedzania oraz jedzenia chleba i pasztetu z Biedronki zakończyłyśmy zakupami w sklepie o wdzięcznej nazwie "Rasija". Jak widać, w rosyjskim sklepie nie wszystko było rosyjskie. 



Ale skoro niedźwiedź jest symbolem Berlina, to wszystko gra. ;-)


Komentarze

  1. Bardzo sprawne zwiedzanie - zaczynam skłaniać się do własnego "pojednania" i pojechania!

    OdpowiedzUsuń
  2. "Sprawne" zwiedzanie? To był czysty hardkor. ;-)) Przekonałyśmy się naocznie, że małe odległości na mapie Berlina wcale nie są takie małe. ;-)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty