Skrypt

Czym się zajmuje historyk sztuki? To jest pytanie, którym prześladowano mnie od chwili rozpoczęcia studiów. "A to wy nie rysujecie?" - padało zwykle po tym, jak udało mi się wytłumaczyć swojemu rozmówcy, że historia sztuki jest nauką teoretyczną i bazuje na działaniach artystycznych w ten sposób, że je opisuje, analizuje oraz interpretuje. Zdziwienie i zawód pytającego sięgały zenitu.
Dziś, jako historyk sztuki na stażu w pewnej rzeszowskiej galerii, robiłam coś z gruntu niehistoryczno-sztucznego, mianowicie pilnowałam wystawionych prac. Wiadomo, naród polski nie należy do najbardziej subtelnych, więc a to może coś przewrócić, a to coś przez "pomyłkę" zabrać na pamiątkę. Zwłaszcza wtedy, gdy galeria otwiera swe podwoje na miejskim deptaku w ramach obchodów Święta Ulicy Pańskiej. Przeto pilnować trzeba. A skoro dziś żyję tak bardzo niehistoryczno-sztucznie, to może wrzucę tu rzecz, która ma jednocześnie bardzo dużo i niemal nic wspólnego z nauką, którą przyszło mi zgłębiać w czasie mego pobytu w Krakowie. Jest to skrypt do złotnictwa z I roku. Tekst pochodzi z tzw. styloznawstwa, czyli zajęć które miały nas nauczyć datować dzieła sztuki po formie - jest więc doskonałym wykwitem tego, czym historyk sztuki się zajmuje. Natomiast pomysł, by umieścić w nim bazgrołki, które obrazowały by zapisaną treść, był całkowicie mój. Oczywiście rysowałam istniejące dzieła sztuki. Są to dość niestaranne rycinki, bo robiłam je zwykłym cienkopisem, na zwykłej kratkowanej kartce (czego nie widać, bo skaner to dziwnym trafem wyczyścił). Ale mam do nich wyjątkowy sentyment. Oczywiście wszystkie obrazki można sobie powiększyć.
















PS. Widzę, że poszczególne kartki są trochę ścięte górą: to nie był celowy zabieg, tylko znów skaner. :-)

Komentarze

  1. No tak. Podobnie jak historyk sztuki nie sztukuje, tak i historyk militarystyczny nie walczy :D
    Co do rysunków jestem pod wrażeniem... Jedyne dodatkowe notatki z zajęć które wykonywałem, to zapisy śmiesznych tekstów prowadzących... Mało to ambitne i twórcze, jak zresztą całe moje studiowanie ;) Nie no, przepraszam, w zajęcia z astronomii się wciągnąłem :)

    Pio

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja też spisywałam teksty wykładowców. Ależ z tego później było śmiechu. A moja koleżanka rysowała nawet komiksy o naszym instytucie. O właśnie, muszę je tu kiedyś wrzucić. Są bajecznie śmieszne. :D

    OdpowiedzUsuń
  3. o mój boszsz! ileż ja się tego orysowałam, jakem historyk sztuki. ale później na praktykach z inwentaryzacji muzealnej się przydało, wszystko we łbie było!
    piękniste notatki!

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty